Franczyza, z punktu widzenia franczyzobiorcy to nie tylko dochody, ale też konieczność odprowadzenia pewnej konkretne części zysku na konto franczyzodawcy. Pierwsza opłata, której wysokość wynika w prostej linii z przepisów odnośnie ochrony dóbr niematerialnych i własności intelektualnej jest opłata za wykorzystanie chociażby nazwy czy identyfikatora graficznego.
Jednak na tym oczywiście się nie kończy, bo należy odprowadzać regularnie prowizję ze sprzedaży i ewentualne inne opłaty. I tu, dla kogoś niewtajemniczonego, pojawia się problem wyzysku, ponieważ część z tych opłat teoretycznie można podnosić w nieskończoność. Praktycznie jednak jest to niemożliwe.
Dlaczego?
Otóż franczyza podlega takim samym prawom rynku jak inne formy współpracy, a więc można przypuszczać, że jeśli franczyzobiorca przestanie na prowadzeniu punktu zarabiać odpowiednią kwotę to zrezygnuje z dalszej współpracy. Zauważmy jednak, że w takiej sytuacji traci nie tylko posiadacz danego punktu, ale także cała franczyza jako sieć, ponieważ pozbawiona zostaje części przychodu.
W związku z tym franczyzodawcy unikają raczej ciągłego windowania opłat podyktowanego jedynie chęcią zwiększenia własnego zysku, ponieważ z zasady kończy się to efektem odwrotnym do zamierzonego.
Niemniej jednak franchising pozostawia sporą swobodę w regulowaniu wysokości opłat, jakkolwiek większość franczyzodawców utrzymuje je na mniej więcej zbliżonym poziomie, ponieważ zaburzenie tej równowagi mogłoby doprowadzić do osłabienia konkurencji poprzez chętniejszy udział w jednej strukturze niż w pozostałych, gdyby opłaty w niej okazały się dużo niższe.
Z drugiej jednak strony nie zapominajmy, że także dla franczyzodawcy jest to sposób zarabiania, a więc nie można obniżać opłat poniżej pewnego progu, zwłaszcza, że funkcjonowanie sieci i tak stale pochłania niemałe pieniądze.
Comments
No Comments
Leave a reply