Ostatni romantyk

Tadeusz Kurczyński należał do wymierającego już gatunku szkoleniowców nie oczekujących na zapłatę, niepoprawnych marzycieli, którzy na szalę swojej pasji kładli pracę, rodzinę, własny majątek.W roku 1984 Tadeusz Kurczyński wraz Jackiem Naorniakowskim i Wojciechem Preszem założyli Sekcję Narciarstwa Wodnego przy AZS Środowisko Warszawa. Co robił wcześniej? Pamiętam tylko Jego opowieści przy ognisku, o tym jak z grupą znajomych po fachu – fotografów spędzali czas na rospudzkiej bindudze. Bawili się tam całymi rodzinami w sporty wodne, spływy i narciarstwo wodne. Okazało się, że ta zabawa mu nie wystarczy.Byłam w grupie pierwszego naboru młodych 9, 10-letnich zawodników, których z kolegami po pasji szkolił na jeziorze Necko i Rospuda oraz na Zalewie Zegrzyńskim. Uczył mnie i innych nie tylko narciarstwa wodnego. Pokazał jak biwakować, budować pomosty, leśne schody, zaznajamiał z budową silnika, wykształcił na sterników motorowodnych, pokazał jak budować warsztat szkoleniowca, namówił na egzaminy sędziego narciarstwa wodnego. Jako organizator wielu imprez sportowych dzielił się też tą wiedzą. Traktował jak współorganizatorów, a nawet organizatorów, mówiąc – ja tylko pomagam. Nie byłby sobą, gdyby nie próbował zrobić z nas działaczy sportowych. Sprawił, że w ślad za Nim znalazłam się w pewnym okresie w strukturach PZMWiNW oraz WZMWiNW. Kiedy urodziły się Jego córki, wiedział jaką będzie miał dla nich propozycję. Postawił je na nartach wodnych, zanim dobrze nauczyły się chodzić. Pierwsze „deski” miały na nogach w wieku 2 lat i były na nich ciągnięte po piasku. Pierwszy raz na nartach wodnych popłynęły w wieku 5 lat, jednak wtedy jeszcze nie można było nazwać tego treningami. To była zabawa w celu obycia się z nartami. Prawdziwe szkolenie rozpoczął z córkami w wieku lat 7.

Po kilku latach od założenia SKNW AZS Warszawa Jego drogi z założycielami zaczęły się rozchodzić. Chyba dlatego, że swoją pasję traktował bardzo poważnie. Dla niego to już nie był sport dla zabawy. Dopuszczał tylko zabawę dla sportu.

Każdą wolną chwilę spędzał nad wodą przy ukochanych łodziach motorowych i nartach wodnych. W sezonach letnich codziennie, już o piątej rano, można go było spotkać za sterami, na wodzie. Dopiero gdy zapadł zmrok schodził z łodzi ostatni. Znający Jego zwyczaje zawodnicy oraz małżonka wraz z dziećmi donosili mu na łódź napoje i posiłki. Dzięki temu nie przerywał swoich zajęć. Oczywiście my zawodnicy musieliśmy na treningi wstawać razem z nim. Kiedy wiózł nas na tor slalomowy z Necka na Rospudę jeszcze dosypialiśmy zwinięci w kulkę. Sezon zaczynał w kwietniu, kiedy woda była jeszcze lodowata, a kończył w październiku, kiedy już zwykle wszyscy wyciągali puchowe kurtki. Kiedyś na obozie w Bełchatowie w maju było lodowato, padał grad. Płakaliśmy, było ciężko. Podjeżdżał na nabrzeże starą nyską, instalował w niej farelkę, a po treningu zawoził wprost pod gorące prysznice do hotelu. Nie mieliśmy nigdy swoje bazy startowej, więc cały czas próbował, na mirę swoich sił, załatwiać dla nas, a to barak, a to statki pływające i te w stanie spoczynku nadające się do przybrzeżnego postoju. Było mu mało, więc wymyślił treningi zimą w Emiratach Arabskich, a potem wysyłał zawodników do Stanów  Zjednoczonych, światowej klasy szkoły narciarstwa wodnego Bennett’s Ski School w Luizjanie. Inni trenerzy nie czekali i szli Jego śladem. W urzędach różnego szczebla bywał często, zaznajamiał z dyscypliną i jej problemami. Urzędnicy mówili – będzie medal międzynarodowy, to znajdą się pieniądze. I udało się – rok 1999 przyniósł pierwsze dla Polski i AZS-u medale Mistrzostw Europy. Jego córki zdobyły dwa tytuł drugiego wicemistrza i jeden wicemistrza ME. Na pieniądze dyscyplina jeszcze czekała. 34 lata po rozegraniu pierwszych mistrzostw Polski inni też uwierzyli, że można spełniać swoje marzenia. Zaczął się wielki wyścig po medale, bywało gorąco, bardzo gorąco. W tej gonitwie Tadeusz Kurczyński ukuł w sumie jeden złoty medal ME, trzy srebrne i jeden brązowy dołączając w latach 2005-2006 do grupy mistrzów utalentowanych zawodników Piotra Huguesa i Jana Galinowskiego. Na swoim koncie ma też worek medali za zawody krajowe. Cała dyscyplina do 2010 roku dorobiła się 39 medali ME.

Nie ma już Tadeusza Kurczyńskiego, a sekcja narciarstwa wodnego w AZS przekrztałciła się w Uczniowski Klub Narciarstwa Wodnego  Adrenalina Team

Comments

No Comments

Leave a reply