Praca na morzu. Od piratów do liniowców.

Ludzkość posiadała technologie przemierzania mórz już kilkaset lat temu, do niedawna jednak sposoby rekrutacji załogi były dość podobne do tych stosowanych w czasach Kolumba, kiedy to, aby popłynąć w rejs, w charakterze załogi należało się zamustrować (czyli zapisać na rejs). Początkowo procedura obejmowała postawienie krzyżyka w odpowiednim miejscu na pergaminie, potwierdzając tym samym gotowość zarówno do udziału w zyskach z wyprawy jak i utonięcia na rozległych wodach oceanów. Czasem udział w rejsie nie wiązał się nawet z postawieniem krzyżyka. W ciekawszych” czasach, np. w czasie wojen, marynarze byli zaciągani na statki siłą przez tzw. łapaczy. Często, w takich sytuacjach, pracę na morzu wykonywali także więźniowie.

Dziś szanse na przymusowe wcielenie do załogi zmalały prawie do zera – zmuszać możemy się co najwyżej sami. Sposoby na poszukiwanie zajęcia na statku były jednak do niedawna dość ograniczone. Trzeba było szukać ogłoszeń w portach lub gazetach, albo dowiadywać się od innych ludzi – w XXI wieku, kiedy przez Internet nawiązuje się znajomości, robi przelewy i właśnie szuka pracy, było to znacznym utrudnieniem.

Praca na morzu – zawsze taka sam

Portale pracy dla marynarzy pierwsze zaczęły się pojawiać oczywiście na zachodzie. W Polsce dopiero od niedawna istnieje możliwość poszukiwania pracy na statkach przez Internet. Niby szkoda, że wszystko dociera do nas z opóźnieniem, ale na pocieszenia przynajmniej nikt nie zaciągnie nas bez naszej zgody na trzeszcząca krypę, płynąca w nieznany zakątek świata. Teraz pozostaje tylko unikać piratów internetowych.

Comments

No Comments

Leave a reply